Pustynny Zew
“Blichtr płynie z miasta, mądrość z pustyni”

lis
25

Wyobraźcie sobie sytuację, w której na jakiejś imprezie podchodzi do Was nieznana Wam wcześniej osoba. Po zwyczajowym przedstawieniu się słyszycie tekst. „Hej, słyszałem ostatnio tezę, że ludzie z widoczną nadwagą, co ubierają się, jakby zarabiali furę kasy, z reguły głosują na PO. Mówili tak w moim ulubionym radiu, Radiu Maryja. Czy w Twoim przypadku to również prawda?”. Nie wiem, jak Wy byście zareagowali, ale dla ja bym rozdziawił z szoku buzię i do końca imprezy unikałbym człowieka, jak tylko można. W tej powierzchownej znajomości naruszone zostały tabu: wagi i zdrowia rozmówcy, jego statusu materialnego, poglądów politycznych, oraz pośrednio światopoglądowo-religijnych. No właśnie. Religijnych. Różne historie związane z podejmowaniem tematu przed wiekami i duża szansa na wystąpienie u rozmówcy dysonansu poznawczego przeniosły sferę wiary do tematów tabu.

Zdaję sobie sprawę, że pisząc tak, jak piszę, ocieram się o kwestie drażliwe. Robię to świadomie i celowo. Chciałbym, żeby mój blog był miejscem, gdzie każdy może w miarę bezstresowy sposób poznać chrześcijański sposób patrzenia na świat, również po to, by potem mieć podłoże do jakiejkolwiek rozmowy. Nie czarujmy się. W Polsce, pomimo przywiązania do katolickiej tradycji, poziom wiedzy na temat tego, co się kultywuje jest niski, o innych wyznaniach chrześcijańskich nie wspominając. To zaś pogłębia sferę tabu. Jako przeciwieństwo mogę zaś podać sytuację, kiedy ludzie interesujący się polityką są dużo bardziej chętni do dzielenia się swoimi refleksjami na ten temat, jeśli napotkają bratnią duszę, to nawet mimo różnicy zdań są skłonni do debatowania nad tym całymi godzinami.

Dlaczego zależy mi na tym, co tutaj robię? Bo po prostu mam dość poruszania się w obrębie „bezpiecznych” i całkowicie bezpłciowych tematów. Czuję się lekko rozdrażniony wszędobylskim towarzyskim small-talkiem i ograniczeniem tego, kim się jest, do miejsca pracy, ostatnio spędzonych wakacji i ulubionych seriali. Więc może być tu niewygodnie (jak na każdej przyzwoitej pustyni), może być fanatycznie, dla niektórych może być nawet sekciarsko, buhahaha :> Ale przede wszystkim niech będzie ciekawie. Odwiedzajcie mnie więc regularnie.

lis
23

Bardzo polubiłem historie starotestamentowe. Nie kładą one wprost do głowy nakazów i zakazów, ale pokazują pozytywne lub negatywne przykłady, tego, jak można żyć. Żadnego mądrzenia się – pokazanie przyczyny i skutku w taki sposób, by odkrycie ich nie było takie oczywiste. Chcecie przykładu? Przyłączmy się na chwilę do Mojżesza i ludu izraelskiego wędrującego na pustyni. Zdarzyła się następująca sytuacja (Ks. Liczb/4 Mojżeszowa 20:6-13)

„Mojżesz i Aaron (…) upadli na twarze i wtedy ukazała im się chwała Pana. I przemówił Pan do Mojżesza tymi słowy: Przemówcie na ich oczach do skały, a ona wypuści z siebie wodę ze skały i napoisz zbór i ich bydło.  Mojżesz wziął laskę sprzed oblicza Pana, jak mu Pan rozkazał. Zgromadzili tedy Mojżesz i Aaron zbór przed skałą. I rzekł do nich: Słuchajcie, przekorni! Czy z tej skały wydobędziemy dla was wodę? I podniósł Mojżesz rękę swoją, i uderzył dwa razy swoją laską o skałę. Wtedy trysnęła obficie woda i napił się zbór oraz ich bydło. I rzekł Pan do Mojżesza i do Aarona: Ponieważ mi nie zaufaliście, aby mnie uwielbić na oczach synów izraelskich, dlatego nie wprowadzicie tego zgromadzenia do ziemi, którą wam daję.”

Dłuższy czas zastanawiałem się, o co chodzi w tej sytuacji. Cel został osiągnięty, może innym sposobem, niż Bóg planował, ale dlaczego z tego akurat powodu patriarchowie Izraela zostali tak surowo ukarani? Bo się Mojżesz trochę pomylił procedurę? Ale jeśli tak to dlaczego mimo to woda wypłynęła? Wskazówkę do rozwiązania tej zagadki daje wcześniejszy epizod, z Ks. Wyjścia 17:1-7

„(…) I rzekł Pan do Mojżesza: Przejdź się przez przed ludem i weź ze sobą kilku starszych Izraela. Weź także do ręki laskę swoją, którą uderzyłeś Nil, i idź! Oto ja stanę przed tobą na skale, tam, na Horebie, a ty uderzysz w skałę i wytryśnie z niej woda, i lud będzie pił. Mojżesz uczynił tak na oczach starszych Izraela.”

Ratunek dla Izraela pochodził nie z wypracowania sobie pewnego magicznego rytuału, ale z uważnego słuchania Boga i precyzyjnego robienia tego, co Ten chciał, aby zostało zrobione. Brzmi prosto, ale proste nie jest, bo bardziej pewne i stabilne od Niewidzialnego jest uchwycenie się metody, która wiele razy faktycznie była skuteczna i sprawdzona. Wiara „w metodę” stała się na tyle powszechna, że stała się synonimem pobożności. Negowanie bezmyślnego „pukania w skałę”, gdybyśmy przeszli do konkretnych przykładów, byłoby wręcz czymś kontrowersyjnym i oburzającym.

Stąd moje pytanie do Ciebie. Czy Twoja wiara, jeśli taką posiadasz, jest słuchaniem Boga, czy opukiwaniem skał? To drugie może być czasem nawet skuteczne, jak pokazuje historia wyżej. Ale tylko pierwsze przynosi życie i ziemię obiecaną.

lis
22

 

Byłem niedawno w bułgarskim muzeum etnograficznym. Ot, z pozoru nic szczególnego. Przed rewolucją przemysłową w Polsce i w Bułgarii nie różniło się bardzo od siebie, a regiony nie dotknięte przez nią żyły swoim powolnym życiem. Życie teraz jest i przyjemniejsze, i wygodniejsze, jednocześnie dotarło do mnie, że nie ma nic za darmo.

“Cóż to takiego straciliśmy?”, ktoś zapyta. Podstawową rzecz – umiejętności robienia podstawowych rzeczy dla siebie, potrzebnych do przeżycia. Jesteśmy wyedukowani jako specjaliści w pracowaniu dla kogoś. Ekonomiści, przedstawiciele handlowi, pracownicy biurowi i administracyjni pracują ciężko i mają wyspecjalizowaną wiedzę, która w “warunkach naturalnych” jest warta niewiele albo nawet nic. Żyjemy w systemie maksymalnej zależności od produktów wytworzonych przez innych ludzi. Już nawet nie zabranie nam gazu, prądu i benzyny spowoduje totalną niemoc. Mieszkańcy miast uzależnieni są od dostaw wody, żywności, nawet ubrań – zakładam bowiem, że domniemany kryzys nie trwa kilku tygodni, ale kilka miesięcy, czy nawet lat.

Czy taki kryzys mógłby mieć miejsce? Dlaczego nie. Czy ktoś przewidywał wielką powódź w 1997 na Dolnym Śląsku? Jesteśmy przyzwyczajeni przez filmy katastroficzne do wyobrażania sobie sytuacjii kryzysowych jako krótkich i spektakularnych. A jeśli nie wydarzy się nic dramatycznego, ale będzie dziać się długo? Gdy takie rzeczy dzieją się lokalnie, można jeszcze zakładać pomoc z zewnątrz. Ale im większy zakres zakładanej sytuacji wyjątkowej, tym i o pomoc trudniej. Paczki dotrą nie wszędzie, albo zgoła wcale.

Najgorzej zaś sytuacja będzie się przedstawiać, kiedy przyjdzie faktycznie wybierać między “mieć” a “być”, zaspokojeniem bieżących potrzeb a swoimi przekonaniami. Potrzebujesz rzeczy na utrzymanie rodziny – poprzyj, podpisz, zamilknij, donieś… Jak przed taką sytuacją się obronić? Sam chciałbym znać odpowiedź na to pytanie…

lis
16

Nie lubię, gdy ktoś mi zadaje pytanie takie, jak w tytule. To trochę tak, jakby spytać: „Czym się rasa biała różni od rasy żółtej?” – chyba tyle samo różnych nurtów, aspektów i wyjątków do uwzględnienia. Danie w miarę sensownej i jednocześnie nie uciekającej w teologię odpowiedzi to było dla mnie wyzwanie. Ale przyszła mi do głowy prosta i lapidarna, niekoniecznie w 100% właściwa definicja.

W protestantyzmie to, co robisz, jest zdeterminowane tym, kim jesteś. Natomiast katolicy odwrotnie; to, kim są, opierają na tym, co robią.

Gdyby być bardzo ścisłym, trzeba by uwzględnić 5x Sola, stosunek do ikonolatrii i paru innych, istotnych rzeczy, ale chodzi mi o samo sedno sprawy. A z codziennych obserwacji jest ono proste. Wyznanie protestanckie najpierw kładzie nacisk na zbawienie i określenie nowej tożsamości człowieka, potem wprawiając w ruch machinę „róbcie to/nie róbcie tego”.  Wyznanie katolickie podchodzi od drugiej strony. – dopiero zrobienie czegoś daje „dowód” na Twoją tożsamość.

Co o tym sądzicie? Proste, prawdziwe, obiektywne, czy może nie bardzo? A jeśli nie, to dlaczego?

lis
11

Nie tłumaczę się, czemu tu tak pusto. Nie obiecuję, że pusto być przestanie. Słyszałem o niepisanych regułach pisania bloga “nie  tłumacz się i nie obiecuj, kogo z przypadkowych przechodniów to obchodzi i i kto Ci uwierzy?” ;)

Notka jest tylko (i aż) cezurą oddzielającą jakiś tam etap blogowego życia od etapu następnego. Taki mały disclaimer, żeby było łatwiej wrócić. Bo chyba bym chciał, ile można być tylko kosumentem, a nie producentem?

lip
19

Nagłaśniany od pewnego czasu protest traktowałem do pewnego czasu jako walkę dwóch obcych mi frakcji. Dla mnie, protestanta, 15 sierpnia nie jest żadnym świętem religijnym, a do kultu maryjnego w Polsce podchodzę co najmniej negatywnie. Fanem piosenkarki też nie jestem, podchodziłem więc do sprawy neutralnie. Pamiętając, że zgodnie z Ef. 6.12 “nie walczymy z krwią i z ciałem”, uznałem, że wszelkie próby wymuszenia na władzy przesunięcia lub odwołania koncertu za niewłaściwe.

Dlatego też niemałym szokiem była dla mnie intencja ogłoszone na stronie modlitwy wstawienniczej “Polska 24″ wezwanie do modlitwy pt. : “Módlmy się, aby planowany na 15 sierpnia koncert Madonny nie doszedł do skutku. Ogłaszajmy Boże Królestwo i panowanie Jezusa Chrystusa nad Warszawą.” Moja pierwsza reakcja? Zniesmaczenie i chęć pominięcia niewygodnego punktu. Ale postanowiłem dać Bogu chwilę na “wytłumaczenie”, tego co mógł przekazać koordynatorom akcji, i nasunęła mi się ciekawa refleksja…

Opisane w Objawieniu 13:1-18 zwierzę (jedno z “anty-trójcy”: smok, zwierzę, fałszywy prorok) ma dostać paszczę do mówienia rzeczy wyniosłych i bluźnierczych, ma też dostać “moc do działania” przez 42 miesiące. Ta “moc do działania” to nic innego, jak nadnaturalny wręcz autorytet i możliwość porywania tłumów. Gwiazdy muzyki popularnej mają już w tych czasach posłuch porównywalny, jeśli nie większy niż najwięksi przywódcy duchowi i religijni. Dodajmy do tego propagowanie niemoralności i natrząsanie się z Boga w ogólności (wywołujący skandal teledysk “Like a prayer”) i mamy dość szczególną mieszankę. Jest ona Nieznacząca i głupia dla kogoś, kto świata duchowego nie uznaje, ale dla osoby wierzącej i w świat duchowy, i w bliskość czasów ostatecznych może to być element dający możliwość Wrogowi wstępnego “urobienia” sobie ludzi “czekających” na kolejnego, jeszcze większego muzycznego super-idola.

Czy brzmi to dla Ciebie jak sciene-fiction napisane przez kogoś niezrównoważonego psychicznie? Jeśli tak, przypomnę tylko, że wystarczył jeden festiwal w Woodstock w 1969r., żeby w sposób bezprecedensowy przemienić obyczajowość setek tysięcy ludzi. Niespokojne współczesne czasy, kryzys gospodarczy, prześladowania chrześcijan w Indiach i wiele innych rzeczy powoduje u mnie mocne przekonanie, że w niedalekiej przyszłości może zdarzyć się coś, przy czym cały problem, nawet z opisaną przeze mnie duchową otoczką to będzie naprawdę fraszka i rzecz niewarta uwagi.  Wtedy zaś nie będzie można mieć stanowiska neutralnego lub “wycofanego”. Po której staniesz wtedy stronie?

lut
21

Z jednej strony radośni ludzie, wzniosłe hasła, powiewające flagi. Z drugiej – protesty i złość. Ogłoszenie niepodległości Kosowa budzi duże kontrowersje, choć obie strony przedstawione są w bardzo różnym świetle. Serbowie – jako oprawcy i ludobójcy, Kosowarzy – jako romantyczni bojownicy. Rzadziej wspomina się o tym, ile dla Serbów znaczy Kosowo i jak długa, wielowiekowa historia wiąże ich z tymi ziemiami. To trochę tak, jakby imigranci z podparyskich przedmieść ogłosili Paryż niepodległym państwem z obowiązującym prawem szariatu, a cała reszta Europy tylko temu przyklaskiwała. Warto też wspomnieć, że o ile Serbom wypominane jest prowadzenie czystek etnicznych, o tyle o zbrodniach UCK się raczej milczy.

Z góry uprzedzam – nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, według których Albańczycy mieliby być “pupilami” mediów i ogółu zachodniego świata – w szczególności USA i Niemiec, jak postuluje np. Waldemar Łysiak w swojej książce “Stulecie kłamców”. Aczkolwiek media idą z przedstawianiem informacji po najmniejszej linii oporu, bez malowania odcieni i nie naiwne przedstawienie ludzi jako “dobrych” i “złych”. A taki właśnie obraz wyłania się z niepełnych relacji medialnych, doprowadzając zapewne Ortegę y Gasseta do niekończącego się pogrobowego chichotu.

W Polsce wobec długiej historii walk narodowowyzwoleńczych może to być trudne do wyobrażenia, ale nie zawsze ludzie “walczący o wolność” zasługują na chwałę. Wiele mówi się może o zbrodniach UPA podczas II Wojny Światowej, ale ludzie traktują ją jako odosobniony przypadek, a nie pewien powtarzający się schemat. Być może wyparcie takiego schematu ze świadomości było potrzebne jako “odtrutka” na socjalistyczne propagandę przeciwko AK, ale teraz naprawdę polecam zaczerpać doświadczenia z Hiszpanii czy Cypru, którzy w bardziej świadomy sposób wiedzą, czym są paramilitarne oddziały separatystów. Zwykłymi terrorystami, często wymuszającymi utrzymanie na ludności na cywilnych przedstawicielach własnej grupy etnicznej bez ich woli.

Dawid Warszawski w sobotnim w sobotnim (16-17 lutego) komentarzu w “Gazecie Wyborczej” pisze o sytuacji w Kosowie “Jedynym rozwiązaniem jest taka Europa, w której granice nie odrygwają decydującej roli.” Dla mnie jest to myślenie bardzo naiwne, bazujące na założeniu, że lekiem na chciwość i egoizm jest odgórne zniesienie własności prywatnej. Jeśli podobne myślenie panuje wśród sterników UE, to znaczy, że ich rozsądek i umiejętność właściwej oceny sytuacji jest odwrotnie proporocjonalny do poczucia własnej ważności i zadowolenia z siebie. Komisarze i europosłowie, zapomnijcie o zmianie czegokolwiek na Bałkanach odgórnie. Tam nie mieszkają urobieni przez media i elity Europejczycy, tylko dumni do przesady, żyjący w zagrożeniu własnej tożsamości ludzie, na których wasze społeczne eksperymenty nigdy się nie sprawdzą. Jeśli coś jest w stanie zmienić tę część Bałkanów, to tylko ruch prawdziwie oddolny, bez “wsparć” i “dofinansowań”, ale jednocześnie bez uzasadnionych podejrzeń o bycie “agenturą” UE, Rosji, USA czy kogo tam jeszcze…

lut
03

Formuje się Rząd Światowy. Już wkrótce założą nam chipy. Unia Europejska jest tworem czynionym świadomie przeciwko Bogu, o czym dobitnie świadczy podobieństwo budynku Parlamentu Europejskiego w Strasburgu. Chrześcijaństwo czeka już wkrótce “taki ucisk, jakiego nie było ani nigdy nie będzie”… Uff, może tyle wystarczy. Czy dla was czasy ostateczne kojarzą się tak, jak przedstawiłem? Jeśli jesteście przepełnieni obawami, jak czasy ostateczne będą wyglądać, wpis ten dedykuję właśnie Wam.

Gdyby spytać kogoś, o czym opowiada Apokalipsa św. Jana, odpowiedziałby, że z końcem świata, antychrystem, bestią lub liczbą 666. Z kolei zadać im pytanie o fabułę “Władcy Pierścieni” – odpowiedź zabrzmiałaby zapewne, że jest to książka o hobbitach i innych fantastycznych stworzeniach ratujących świat. Jakieś straszne to niekonsekwentne, dlaczego nikt analogicznie nie mówi zgodnie, że “Władca Pierścieni” jest książką o orkach, trollach i nazgulach? W obu przypadkach mamy dramatyczną historię, której finał jest jak najbardziej pozytywny. Zwieńczeniem Objawienia świętego Jana jest ostateczne połączenie się Chrystusa i Kościoła, Oblubieńca i Oblubienicy. Tym samym najbliższą księgą do pozornie mrocznego i przerażającego Objawienia jest tchnąca subtelnym erotyzmem Pieśń nad Pieśniami. Wobec takiego finału jakieś tam bestie wychodzące z morza, smoki i zwierzęta znaczą dokładnie tyle samo, co martwy nazgul i mumakile na polach Pelennoru. Czyli literalnie nic.

A co z czuwaniem? – Ktoś słusznie zapyta. Jezus w kilku fragmentach (np. Mt 24,42-49; Łk. 12,37) wzywa do czujności, jednak to nie bestii z morza mamy oczekiwać, ale Jego powrotu. Jak roztropne panny przed nadejściem zmroku powinniśmy się zaopatrzyć w oliwę świętości i Ducha Świętego. Biadanie, że o to zachodzi słońce i zaczyna się mrok, niewiele wniesie w nasze życie i jest marnowaniem czasu i próbą powstrzymywania tego, co nieuniknione.

sty
18

 Znana piosenka w nietypowej interpretacj. Zapraszam do oglądania. :)

sty
11

Według najnowszych doniesień prasowych, zapłodnienia metodą in vitro nie będą finansowane przez podatników. Bardzo się cieszę z takiego stanu rzeczy. Każda ustawa tworząca wspólną “państwową michę” w jakiejś dziedzinie jest zła, bo prowadzi do postawy typu “Niech ktoś się mną zajmie”. Ludzie czują się zwolnieni z odpowiedzialności za swoje życie, przybierają postawę roszczeniową, wskutek czego stają się wiecznie niezadowoleni. Realna, zdroworozsądkowa reforma służby zdrowia wykracza w Polsce nawet rozmiary cudu, cieszmy się więc przynajmniej, że przynajmniej stoimy, a nie idziemy w tył.

Gdy chodzi zaś o etyczny aspekt zapłodnienia pozaustrojowego, mam na ten temat zdanie następujące. Jeśli wiąże się ono z niszczeniem “niepotrzebnych” zarodków, jestem zdecydowanie na nie. Gdyby mi przyszło do podjęcia decyzji, to obojętnie którakolwiek z koncepcji początku życia człowieka jest prawdziwa, ja ryzykować nie chcę. Gdyby przyjąć założenie, że liczymy na Bożą przychylność, a nie rachunek prawdopodobieństwa, i “kombinować” tylko z jednym zarodkiem, któż to wie? Jeśli byłbym w tym temacie jednej myśli ze swoją żoną, być może, wobec nieskuteczności naturalnych metod, zdecydował się na taki krok.

Z drugiej strony, spójrzcie na to z takiego prostego punktu widzenia. Po jednej stronie barykady są ludzie, którzy zrobią wiele, również rzeczy wątpliwie etycznie, by nie mieć “przypadkowego” dziecka. Po drugiej stronie są ludzie, którzy dziecko mieć chcą, ale nie mogą. Czy naprawdę nie byłoby najprościej gdyby te dwie grupy ludzi spotkały się i doszły do porozumienia?