… i po świętach. Wokół Bożego Narodzenia
Parę lat temu podczas rozmowy z jedną osobą powiedziałem, że jestem ewangelicznie wierzącym chrześcijaninem. Jej pierwszą reakcją było pytanie “O! To jak wy w takim razie obchodzicie święta Bożego Narodzenia?”. Wtedy nie wiedziałem, jak odpowiedzieć jej w sposób właściwy, ale z moich obserwacji innych blogów oraz for dyskusyjnych wynika, że normy kulturowe dla ewangelicznie wierzących dopiero się kształtują. Postanowiłem więc i ja dorzucić swoje zdanie.
Po jednej stronie mamy stanowisko ortodoksyjne. Przeciwnicy obchodzenia świąt w tradycyjny sposób wykazują brak związku daty 25 grudnia i narodzin Jezusa i powiązania z pogańskimi praktykami. Przeciwstawiają, wiarę i społeczność z Bogiem świątecznymi zwyczajami, uznając święta za coś “ze świata”, a nie od Boga.
Po drugiej stronie znajduje się stanowisko umiarkowano-asymilacyjne akcentujące rodzinny wymiar świąt i traktująca te dni jako pretekst, aby wspomnieć i zastanowić się nad tym jednym fragmentem Bożego planu wybawienia ludzkości. Data, nawet nieprawdziwa, jest dla zwolenników Świąt tylko symbolem.
Osobiście, przychylam się do opinii osób bardziej umiarkowanych w swych osądach. Zgodnie z wyraźnym zaleceniem Pisma “Niechże was tedy nikt nie sądzi z powodu pokarmu i napoju albo z powodu święta lub nowiu księżyca bądź sabatu.” wyraźnie oddzielam pogląd od człowieka, jeśli więc przypadkiem masz, Czytelniku zdanie – nie potępiam Cię, wręcz szanuję za odwagę do bycia w mniejszości. Mam jednak na poparcie swojego stanowiska kilka mocnych punktów.
Przede wszystkim, człowiek istnieje jako istota społeczna, potrzebuje czasu świąt, aby pewne ważne wydarzenia wspominać wspólnie, w grupie. Bóg nie przypadkiem ustanowił dla Izraela Święto Paschy, Przaśników i inne. Niektórzy ludzie są indywidualistami, inni czerpią swe siły ze “wzajemnego budowania”, które wymaga pewnej synchronizacji. 5Traktowanie “każdego dnia jako dnia Pana” mimo pięknych założeń jest czymś bardzo idealistycznym, a wysiłek z nim związany może być “ciężarem nie do uniesienia” – szczególnie, jeśli jest narzucony z zewnątrz jako doktryna kościelna.
Drugim słowem – kluczem jest pretekst. Pingwin napisał “Niektóre zbory poprzez kultywację katolickich obrzędów świątecznych próbują przyciągnąć do siebie ludzi ze świata. Słaba to metoda ewangelizacyjna.“. Jest to osąd niesłuszny, ponieważ po pierwsze dekorowanie choinek weszło do katolicyzmu z kultury krajów protestanckich, a po wtóre nie chodzi o obrzędy, a o samo wspominanie wydarzenia i opatrzenie ich dobrym komentarzem. Dla nas, ludzi wierzących, pewne rzeczy są jasne, tymczasem dla człowieka niewierzącego czas Świąt może kojarzyć się ze wzmożoną komercją, tłokiem w sklepach handlowych i tandetnymi ozdóbkami. Wybór stoi przed nami. Albo oddamy bez walki te dwa dni ogólnemu konsumpcjonizmowi, albo znajdziemy dlań mądrą alternatywę. Natura nie znosi próżni.
Apostoł Paweł napisał w Rzym. 14,5 : “Jeden robi różnicę między dniem a dniem, drugi zaś każdy dzień ocenia jednakowo; niechaj każdy pozostanie przy swoim zdaniu.” Nie chcę więc nikogo przekonywać na siłę. Jeśli zaś ktoś waha się, jak postępować, ja ze swoich doświadczeń radziłbym, żeby iść w stronę “rozróżniania”. Dla osób posiadających Ducha Świętego zwiedzenie w postaci faryzejskiego elitaryzmu jest groźniejsze niż bycie letnim – ta laodycejska letniość częściej wynika ze zniechęcenia spowodowanego obciążeniami “nie do uniesienia” niż z czegokolwiek innego. Ale to już jest zupełnie inna historia.
Loading...
Projekt the best…Jeżeli to Twoja praca to …mordo Ty moja…choć ja osobiście nie lubię białej czcionki na czarnym tle, ponieważ bolą mi oczy od czytania. Co do Świąt, to popieram. Warto wykorzystać czas i atmosferę do odświeżenia sobie poczatku dzieła zbawienia. Pozdrawiam
jurekos - grudzień 29, 2007 at 9:40 pm
Niestety, wordpress.com udostępnia tylko wybrane szablony, żeby zrobić coś po swojemu, trzeba wyłożyć troszkę $$$ – ale jak się bardziej rozkręcę, to kto wie?
Dzięki za miłe słowa i pozdrawiam.
pustynny - grudzień 29, 2007 at 9:57 pm