Niepodległość Kosowa – zwycięstwo czy klęska sprawiedliwości?
Z jednej strony radośni ludzie, wzniosłe hasła, powiewające flagi. Z drugiej – protesty i złość. Ogłoszenie niepodległości Kosowa budzi duże kontrowersje, choć obie strony przedstawione są w bardzo różnym świetle. Serbowie – jako oprawcy i ludobójcy, Kosowarzy – jako romantyczni bojownicy. Rzadziej wspomina się o tym, ile dla Serbów znaczy Kosowo i jak długa, wielowiekowa historia wiąże ich z tymi ziemiami. To trochę tak, jakby imigranci z podparyskich przedmieść ogłosili Paryż niepodległym państwem z obowiązującym prawem szariatu, a cała reszta Europy tylko temu przyklaskiwała. Warto też wspomnieć, że o ile Serbom wypominane jest prowadzenie czystek etnicznych, o tyle o zbrodniach UCK się raczej milczy.
Z góry uprzedzam – nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, według których Albańczycy mieliby być “pupilami” mediów i ogółu zachodniego świata – w szczególności USA i Niemiec, jak postuluje np. Waldemar Łysiak w swojej książce “Stulecie kłamców”. Aczkolwiek media idą z przedstawianiem informacji po najmniejszej linii oporu, bez malowania odcieni i nie naiwne przedstawienie ludzi jako “dobrych” i “złych”. A taki właśnie obraz wyłania się z niepełnych relacji medialnych, doprowadzając zapewne Ortegę y Gasseta do niekończącego się pogrobowego chichotu.
W Polsce wobec długiej historii walk narodowowyzwoleńczych może to być trudne do wyobrażenia, ale nie zawsze ludzie “walczący o wolność” zasługują na chwałę. Wiele mówi się może o zbrodniach UPA podczas II Wojny Światowej, ale ludzie traktują ją jako odosobniony przypadek, a nie pewien powtarzający się schemat. Być może wyparcie takiego schematu ze świadomości było potrzebne jako “odtrutka” na socjalistyczne propagandę przeciwko AK, ale teraz naprawdę polecam zaczerpać doświadczenia z Hiszpanii czy Cypru, którzy w bardziej świadomy sposób wiedzą, czym są paramilitarne oddziały separatystów. Zwykłymi terrorystami, często wymuszającymi utrzymanie na ludności na cywilnych przedstawicielach własnej grupy etnicznej bez ich woli.
Dawid Warszawski w sobotnim w sobotnim (16-17 lutego) komentarzu w “Gazecie Wyborczej” pisze o sytuacji w Kosowie “Jedynym rozwiązaniem jest taka Europa, w której granice nie odrygwają decydującej roli.” Dla mnie jest to myślenie bardzo naiwne, bazujące na założeniu, że lekiem na chciwość i egoizm jest odgórne zniesienie własności prywatnej. Jeśli podobne myślenie panuje wśród sterników UE, to znaczy, że ich rozsądek i umiejętność właściwej oceny sytuacji jest odwrotnie proporocjonalny do poczucia własnej ważności i zadowolenia z siebie. Komisarze i europosłowie, zapomnijcie o zmianie czegokolwiek na Bałkanach odgórnie. Tam nie mieszkają urobieni przez media i elity Europejczycy, tylko dumni do przesady, żyjący w zagrożeniu własnej tożsamości ludzie, na których wasze społeczne eksperymenty nigdy się nie sprawdzą. Jeśli coś jest w stanie zmienić tę część Bałkanów, to tylko ruch prawdziwie oddolny, bez “wsparć” i “dofinansowań”, ale jednocześnie bez uzasadnionych podejrzeń o bycie “agenturą” UE, Rosji, USA czy kogo tam jeszcze…
Loading...