Niczego się nie nauczyli
Ostatnimi tygodniami dużo mówi się o narastających długach Grecji. Interesuję się dość żywo tematem, ponieważ ewentualne bankructwo jednego z państw strefy euro przyniosłoby konsekwencje porównywalne z tymi z 2008 roku. Tydzień temu świat finansowy odetchnął z ulgą. Grecki parlament przyjął cięcia budżetowe, przyznana została solidna pomoc kredytowa, widmo kryzysu europejskiego zostało chwilowo zażegnane.
Z uczucia ulgi skutecznie wyprowadził mnie przeczytany dzisiaj w „Tygodniku Powszechnym” wywiad z Nikolaosem Biliosem, doradcą greckiego rządu. Tok myślenia przedstawiony nie przez „szarego człowieka”, związkowca czy nawet polityka, ale – przynajmniej teoretycznie – niezależnego eksperta poraził mnie. Oddaję głos „Tygodnikowi”:
„TP: Mówi się, że w tym kryzysie zwycięzcami będą banki, a przegranymi Grecja i rządy krajów unijnych. To odzwierciedla chyba odczucia wielu ludzi, dla których te skomplikowane operacje bankowe są kompletnie niezrozumiałe. To jakiś inny świat.
Bilios: Dokładnie tak. (…) To nie do pomyślenia, że centra finansowe wydają opinie o poszczególnych krajach! Przyznają im oznakowania, decydują o niewypłacalności, a nie pytają o zdanie po prostu ludzi.”
Pan Bilios wyobraża to sobie tak. Stefan Kowalski jest przykładnym mężem i ojcem trójki dzieci. Duża rodzina ma dużo potrzeb, więc Stefan poszedł do sąsiada po pożyczkę. Poszedł raz, drugi, trzeci. Za czwartym razem sąsiad zaczął się zastanawiać, czy pożyczać Stefanowi po raz kolejny, czy nie, bo ten dług tylko rośnie i rośnie. Coraz ciężej sobie wyobrazić, żeby Stefan miał znowu czyste konto. Sąsiad ma wobec tego dwie możliwości:
- albo kazać Stefanowi, żeby przyniósł mu swój pasek z wypłatą z podpisem księgowej i czerwoną pieczątką zakładu pracy
- albo iść do dzieci Stefana i spytać „Hej dzieci, czy mam dać waszemu tatusiowi pieniążki, żeby mógł kupić wam lody i cukierki?”
Opcja numer dwa to najwyraźniej opcja preferowana przez greckiego doradcę. Sąsiad musiałby być niespełna rozumu, żeby pytać o tak skomplikowaną rzecz, jak wypłacalność Stefana osoby będącej stroną w tej decyzji. Że o podstawowej wiedzy ekonomicznej nie wspomnę.
Cytat ma dalszy ciąg. Nikolaos Bilios mówi:
„[Centra finansowe] nie zastanawiają się, czy [ludzie] … dadzą radę przeżyć miesiąc za 200 euro. I czy przetrwają w ten sposób np. dziesięć lat… To nie jest demokracja. Należy pomyśleć o globalnym mechanizmie, modelu, który zadbałby o ludzi i ich prawa. To powinno być zasadnicze pytanie – nie czy rynek jest zadowolony, ale czy ludzie są zadowoleni. I powinno to być powiązane z reformą strukturalną w sektorze finansowym.”
Mam dla wszystkich alterglobalistów, lewicowców i greckich doradców rządowych złą wiadomość. Pieniądz nie zna pojęcia „demokracja”. Zasady jego obiegu nie naginają się do żadnej doktryny czy ideologii politycznej, są jak prawo natury. Można się z nim nie zgadzać, uważać je za niemoralne, ale próby jego zaprzeczania wyglądają równie poważnie, jak zaprzeczanie prawu grawitacji.
Nie jest przyjemne mieć ograniczoną suwerenność, zaciskać pasa i nie mieć bezpiecznej przyszłości. Ale powiedzmy to sobie wyraźnie. Nikt wam, ludzie, tych pożyczek do kieszeni nie wpychał, był czas na opamiętanie się i zrzucenie jarzma, o którym nawet Biblia mówi, że jest „oddaniem się w niewolę”. Nie wiem, czy Grecja miała swoich „ostatnich sprawiedliwych” w stylu Kolibra lub Leszka Balcerowicza, ale zrzucanie całej winy na polityków, jak to robią protestujący na placu Syntagma w Atenach, jest wykrętem nie dającym greckiemu społeczeństwu żadnego wytłumaczenia.
Kryzys grecki mógłby mieć taką pozytywną stronę, że przynajmniej greckie elity polityczne śniące o „Nowym Wspaniałym Świecie” otworzyłyby wreszcie oczy. Ten wywiad pokazuje, że w ich mentalności nic a nic się nie zmieniło. Jeśli politycy nie odrobili tej lekcji, co dopiero zwykli ludzie? Szarzy podatnicy będą wymigiwać się od podatków, urzędnicy brać łapówki, księgowi fałszować bilanse, bo winni za upadające państwo nie są wcale oni. Tylko te pazerne rynki finansowe, co nie chcą demokracji.
Musiałem 2 razy przeczytać, żeby się zorientować, po której jesteś stronie.
))
1. Najpierw myśl, że Nikolaos Bilios pozostaje krytyczny w stosunku do dotychczasowej polityki swojego państwa (taki doradca przestrzegający). A tu nie, on te niepokojące tendencje uosabia.
2. Potem niejasny wywód; najpierw ironia “Pan Bilios wyobraża to sobie tak…”; potem serio “Opcja numer dwa…”; potem znów ironia “Sąsiad musiałby być niespełna rozumu…”. Lasuje mi się…
3. Brakuje mi twojej własnej wizji wyjścia z kryzysu, a jeśli ona jest, to za słabo zarysowana. Jeśli “pieniądz nie zna demokracji”, to co? Nie używać pieniądza? Wyciąć sektor finansowy? Czy twoje rady ograniczają się do
a) ograniczania suwerenności (co masz konkretnie na myśli?),
b) zaciskania pasa i
c) nieposiadania bezpiecznej przyszłości (znów: konkrety? Rozumiem, że chodzi o oszczędzanie na zabezpieczeniu socjalnym?).
Podoba mi się młotek, którym bijesz (kierunek krytyki), ale trochę za dużo skrótów myślowych, za mało kawy na ławę.
Penetrator - Lipiec 11, 2011 o 10:43 am |
Ad 1. Nie bardzo widzę miejsca, gdzie mógłbym sugerować, że Bilios jest krytyczny wobec dotychczasowej polityki Grecji.
Ad 2. Zrobić demotywator albo komiks?
Demokracja = populizm = rozmyta odpowiedzialność
Zadłużenie = ryzyko = potrzeba podjęcia odpowiedzialnej, nie zawsze popularnej decyzji
Kontrast.
Ad 3. Ta notka nie miała zawierać mojej własnej wizji wyjścia z kryzysu. Skrytykowałem strategię bailoutu, a jedyną znaną alternatywą jest ogłoszenie upadłości, jak Argentyna.
Zdanie “Nie jest przyjemne mieć ograniczoną suwerenność, zaciskać pasa i nie mieć bezpiecznej przyszłości” odnosi się do sytuacji bieżącej. Rządy Francji i Niemiec wymuszają na Grecji konkretne cięcia w budżecie, jest mowa o przymusowej prywatyzacji greckich przedsiębiorstw. To właśnie nazywam ograniczeniem suwerenności. Fakt, że pozostałe dwa punkty występują już teraz uważam za truizm
Ten Twój punkt również zawiera ciekawy skrót myślowy:
“Jeśli „pieniądz nie zna demokracji”, to co? Nie używać pieniądza?”
Zakładasz, że w przypadku konfliktu demokracja/globalna ekonomia zrezygnowanie z tej drugiej jest rozwiązaniem domyślnym. Tymczasem kryzys finansowy jest konsekwencją popełniania przez Grecję wszystkich grzechów demokracji i to demokracja ostatecznie ucierpi. Albo przekształcając się w anarchię (jak tutaj: http://pokazywarka.pl/b40zvg/), albo w mniej lub bardziej zakamuflowaną technokrację
Notkę uzupełniłem o link do wywiadu.
pustynny - Lipiec 11, 2011 o 1:39 pm |
Ad.1. No, fakt, nie ma tego, ale tak jakoś może zasugerowałem się tym pozytywnym słowem “ekspert”.
Ad.2. Z drugim równaniem zgadzam się. Z pierwszym – nie. Jest jeszcze coś takiego jak “jakość demokracji”.
Ad.3. Jak nie własna wizja, to może chociaż jakieś alternatywy. “Oto kładę przed tobą kryzys i dobrobyt, wybierz przeto dobrobyt”
)
Nie mówię o zrezygnowaniu z czegokolwiek. Ale masz rację: w domyśle wartościuję globalną ekonomię “be”, a demokrację “cacy”. Chyba ty masz odwrotnie.
Według mnie demokrację trzeba chronić poprzez jej “uświęcenie” (niepopełnianie grzechów) przed globalną ekonomią.
A jeśli mówisz “anarchia”, to ja pytam: jaka? Socjalizm bezpaństwowy Abramowskiego? Utopijna rewolucja antypaństwowa? W jakimś sensie rozwój globalnej ekonomii też prowadzi do anarchii, jeśli pojmujemy ją jako zanik władzy >państwowej<. Bo korporacje i sektor finansowy mają coraz większy wpływ, większy od polityków. A dlaczego to zło? Słowa klucze: Walmart, Monsanto itp.
Penetrator - Lipiec 11, 2011 o 10:40 pm |
Ad 1, Ok, wyjaśnione.
Ad 2 W tym konkretnym przypadku grecka demokracja okazała się być słabej jakości.
Ad 3. Pod hasłem “anarchia” miałem bardziej chaos i elementy państwa upadłego niż anarchizm w postaci przemyślanej doktryny.
Na temat alternatywy dla obecnego systemu napiszę odrębną notkę.
Co do “wartościowania” korporacji zwróć proszę uwagę na pewien paradoks:
- Koncentracja władzy (politycznej/finansowej) przez X prowadzi do nadużyć
- Aby usunąć nadużycia, należy pozbawić X władzy
- Jest to możliwe tylko przez utworzenie inicjatywy Y
- jeśli Y uda się pokonać X, to przynajmniej przez chwilę będzie to wymagało posiadania większej władzy przez Y niż X
- Y z reguły raz zdobytej władzy nie oddaje (a nuż pokonany X się pozbiera?)
- Ostatecznie, koncentracja władzy jest jeszcze silniejsza. Nadużycia są bardziej dotkliwe i/lub trudniejsze do zlikwidowania. Rewolucja zamiast wyzwolenia wpędziła ludzi w jeszcze większą niewolę.
pustynny - Lipiec 12, 2011 o 3:02 pm |
[...] komentarzach do poprzedniego wpisu zostałem sprowokowany do zaproponowania alternatywy, drogi ratunku, metody wyjścia z kryzysu dla [...]
Grecki cud gospodarczy? « Pustynny Zew - Lipiec 12, 2011 o 10:24 pm |