Szok! „Czułam, że mą duszę przeszywa miecz”
Pobożna,wierna,współcierpiąca. O Marii z Nazaretu mówi się albo w samych superlatywach, albo unika tematu. Ja tymczasem odkryłem, że Ewangelie wspominają o okresach, kiedy matce Jezusa nie układało się zbyt dobrze z synem. Wewnątrz Świętej Rodziny rodził się bolesny konflikt.
Proroczą zapowiedzią trudnych czasów dla Marii z Nazaretu jest dzień Ofiarowania. Według prawa Mojżesza, każdy pierworodny syn miał być ósmego dnia po urodzeniu ofiarowany w świątyni. Podczas wypełniania tego obrzędu Józef i Maria natykają się na Symeona. Człowiek ten cieszy się na ich widok i wypowiada nad malutkim Jezusem błogosławieństwo, ku wielkiemu zdziwieniu jego rodziców. Następnie wygłasza proroctwo do Marii (istotne: tylko do niej, nie dla obojga!) o treści:
„Oto ten przeznaczony jest, aby przezeń upadło i powstało wielu w Izraelu, i aby był znakiem, któremu się sprzeciwiać będą, I aby były ujawnione myśli wielu serc; także twoją własną duszę przeniknie miecz”.
Słowa te są ostrzeżeniem, składającym się z czterech części:
- aby przezeń upadło i powstało wielu w Izraelu – wymarzona sytuacja dla przywódcy jest taka, że coraz więcej osób zaczyna za nim podążać i jego działalność przynosi tylko dobre owoce. Tymczasem jednym z owoców służby Jezusa będzie to, że niektórzy odpadną od Boga. Jest to sytuacja trudna dla jego zwolenników, zwłaszcza, gdy nadchodzą wątpliwości. Czy oni na pewno postawili na właściwego człowieka?
- aby był znakiem, któremu się sprzeciwiać będą – idea, jaką przyniesie Mesjasz, zrodzi sprzeciw i przyniesie konflikty. Może to być trudne do zniesienia dla tych, którzy cenią sobie przede wszystkim święty spokój i zachowanie dobrych relacji ze wszystkimi innymi.
- aby były ujawnione myśli wielu serc – wyobraźcie sobie, że przychodzicie do pracy i nagle każdy ma napisane na czole, na jaką partię głosował, kogo ze współpracowników lubi, a kogo nie, a z którym miałby ochotę na niezobowiązujący romansik. Przyniosłoby to trochę zamieszania, prawda? Przyszłość Marii i jej otoczenia przypomina sytuację z dramatu „Dzika kaczka” Ibsena, gdzie prawda wbrew nadziejom głównego bohatera nie przynosi wyzwolenia, lecz tragedię.
- także twoją własną duszę przeniknie miecz – symbolika miecza jest zastosowana w dwóch innych fragmentach. List do Hebrajczyków 4,12 przyrównuje słowo Boże do miecza, które jest „ przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca”. Drugi istotny fragment to wypowiedź Jezusa z Mt. 10, 34-35: „Nie mniemajcie, że przyszedłem, przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką, i synową z jej teściową. Tak to staną się wrogami człowieka domownicy jego.”. Tutaj widzę wytłumaczenie proroctwa Symeona. Marię miała czekać bolesna rodzinna kłótnia. Być może nawet musiała wybierać pomiędzy wiernością Jezusowi a wiernością reszcie rodziny.
Skąd wiem, że to o czym piszę, nie jest tylko zwykłą spekulacją? Znalazłem na to w Słowie dwa mocne potwierdzenia. Pierwsze pochodzi z Ewangelii Mateusza 12,46-50:
„A gdy On jeszcze mówił do tłumów, oto matka i bracia jego stanęli na dworze, chcąc z nim mówić.I rzekł mu ktoś: Oto matka twoja i bracia twoi stoją na dworze i chcą z tobą mówić…”
Fragment ten przekonuje mnie do dwóch rzeczy. Po pierwsze, że powinno się mówić „idę na dwór” zamiast „idę na pole”, bo tak jest też napisane w Biblii, a Biblia zawsze mówi prawdę. Po drugie, sam ten fragment jest dowodem na to, że rodzina Jezusa nie akceptowała Jego służby i misji. Wyobraźcie znów sobie, że właśnie zostaliście wybrani na prezydenta i wygłaszacie telewizyjne orędzie do całego narodu. Nagle na wizję wpada mamusia i woła „Synek, przestań gadać i chodź do mnie, kanapki ci przyniosłam” No nie mogłaby chwilę poczekać?
„… A On, odpowiadając, rzekł temu, co mu to powiedział: Któż jest moją matką? I kto to bracia moi?”…
Jezus objawia się jako mistrz ciętej riposty. Osobiście nie przeszłoby mi przez usta powiedzenie „Moja mama? A kto to?”, ale Jezus zdobył się na właśnie coś takiego. Przez takie stwierdzenie kilka popularnych doktryn powinno runąć z łoskotem, Waszej domyślności pozostawię to, których.
…„I wyciągnąwszy rękę ku uczniom swoim, rzekł: Oto matka moja, i bracia moi! Albowiem ktokolwiek czyni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest moim bratem i siostrą, i matką.”
Sytuacja, jak widzicie, jest postawiona na ostrzu noża. Jedna ze zwaśnionych stron ma grzech na sumieniu. Albo Jezus przestąpił przykazanie „Czcij ojca swego i matkę swoją”, albo matka z braćmi sprzeciwili się jemu. Jak wynika z zastosowanego kontrastu, to oni byli tymi, którzy nie czynili woli Ojca. Jest chyba pytaniem retorycznym, kto miał rację?
Przenieśmy się teraz do momentu ukrzyżowania. Umierający Jezus zachowuje resztki sił na powiedzenie czegoś do swojej matki i apostoła Jana. Ewangelia Jana 19:26-27:
„A gdy Jezus ujrzał matkę i ucznia, którego miłował, stojącego przy niej, rzekł do matki: Niewiasto, oto syn twój! Potem rzekł do ucznia: Oto matka twoja! I od owej godziny wziął ją ów uczeń do siebie.”
Fragment ten jest interpretowany na kilka sposobów, natomiast ja traktuję go dosłownie. To znaczy: Jezus prosi ucznia i matkę, żeby zaopiekowali się sobą nawzajem. Ze względu na powagę chwili musiało to być dla obojga bardzo ważne. Jan miał z piętnaście lat, Maria – około pięćdziesięciu. Jest dość zrozumiałe, dlaczego przyszły ewangelista potrzebował wtedy opiekuna, ale Maria? Według ówczesnych zwyczajów obowiązek dbania o starszą kobietę powinien leżeć na mężu lub na kimś z rodziny. Wiadomo też, że brat i domownik Jezusa, Jakub, wciąż żyli. Dlaczego ich matka musiała zamieszkać w domu niespokrewnionego z nią człowieka?
Wyjaśnienie tej sytuacji daje mi wspomniane na początku proroctwo. Maria nawróciła się do Mesjasza, ale spotkała się z odrzuceniem przez resztę rodziny. Jak wyjaśnia J 7,5 „Bo nawet bracia jego nie wierzyli w niego”. W innym momencie „krewni (…) przyszli, żeby go pochwycić, mówili bowiem, że odszedł od zmysłów”. Fakt, że w jednym momencie Maria trzymała się z krewnymi, a pod krzyżem stała już sama, świadczył o tym, że wypełniło się w jej życiu słowo „Tak to staną się wrogami człowieka domownicy jego.”
Jaki można z tego wysnuć morał? Po pierwsze, że „lajf is brutal”. Nie można pisać na sztandarach „Bóg Honor Ojczyzna”, bo przyjdą takie sytuacje, że trzeba będzie wybierać między pierwszym, drugim i trzecim. Maria na przykład musiała podeptać honor swojego rodu.
Kolejna rzecz – cierpienie z powodu wiary nie musi występować w postaci kamieniowania i przerzynania piłą. To także ból związany przełamywania pewnego tabu i działania przeciwko relacjom, które ogólnie nie są złe, ale w pewnych przypadkach mogą odwodzić od Boga.
Na koniec zaś, tak na zachętę, zwracam uwagę, że historia kończy się pomyślnie. Przynajmniej dwóch synów Marii – Jakub i Juda – zostało apostołami. Matka Jezusa nie pozostała sama i była nie tylko świadkiem zmartwychwstania, ale i zesłania Ducha Świętego w Pięćdziesiątnicę. Obok tych negatywnych słów proroczych wypełniły się również pozytywne: „… nie ma takiego, kto by opuścił dom albo braci, albo siostry, albo matkę, albo ojca, albo dzieci, (…) który by nie otrzymał stokrotnie, teraz, w doczesnym życiu domów i braci, i sióstr, i matek, i dzieci…”.
“Po drugie, sam ten fragment jest dowodem na to, że rodzina Jezusa nie akceptowała Jego służby i misji.” <- nadinterpretacja
Brakuje mi również istotnego fragmentu o weselu w Kanie Galilejskiej.
111 - Listopad 27, 2011 o 7:51 pm |
Świadomie pominąłem historię wesela w Kanie Galilejskiej.Pomnożenie wina jest cudem o “poziomie trudności” proroka, Elizeusz w gościnie u ubogiej wdowy dokonał podobnego. Dlatego nie ma żadnej niespójności pomiędzy wiarą w moc proroka i niewiarą w moc Mesjasza kilka lat później.
Co do akceptacji “służby i misji” – gdyby wszystko było OK, Jezus nie odpowiadałby tak ostro. Jeśli masz inną interpretację tłumaczącą Jego zachowanie, chętnie ją przeczytam.
Pozdrawiam,
pustynny
pustynny - Listopad 28, 2011 o 6:01 pm |
“rozmnożenie wina” ? Wino, które biesiadnicy dostali od Jezusa było inne niż te które dostali od gospodarza. Nie było też ono “rozmnożone” tylko przemienione z wody. Porównanie tego cudu do cudu Elizeusza jest bzdurne, gdyż wino można uznać za pewien zbytek, a w przypadku wdowy i Elizeusza to była sprawa życia i śmierci: “Twój sługa a mój mąż umarł. A ty wiesz, że twój sługa bał się Pana. Lecz lichwiarz przyszedł, aby zabrać sobie dwoje moich dzieci na niewolników”.
Moja interpretacja słów Jezusa o braciach i siostrach jest bardziej symboliczna. Chrytus po prostu mówi, że wierność Bogu jest ważniejsza niż więzy krwi, przygotowuje swoich słuchaczy do porzucenia żydowskiego trybalizmu, popularnego w Judei na rzecz nowego Izraela tj. Kościoła.
Poza tym Jezus nie miał przyrodnich braci.
111 - Grudzień 11, 2011 o 10:51 am |