Kim jest bestia wychodząca z morza?
Biblijna księga zwana popularnie „Apokalipsą” jest dziś kojarzona przede wszystkim z materiałem dla twórców horrorów i teorii spiskowych. Antychryst, liczba 666,bestia wychodząca z morza… W zależności od nastawienia czytelnika, mamy do czynienia albo z psychodeliczną bajką, albo z Największą Zagadką Świata, której rozwiązanie utoruje drogę do zrozumienia przyszłości. W tym klimacie grozy umyka najważniejsze: powtórne przyjście Chrystusa i jego rządy na ziemi.
Ludzka ciekawość jest nieposkromiona i karmi się sensacją. Sam czytywałem prawie wszystkie komentarze i opracowania dotyczące czasów ostatecznych, jakie mi tylko wpadły w ręce. Powiązanie krajów opisanych w Biblii z krajami rzeczywistymi. Światowa dyktatura. Chipy, RFID, kompletne szaleństwo. Aż w końcu usłyszałem głos rozsądku w postaci wykładu Chucka Misslera. Chciałbym się z Wami podzielić jednym niesamowicie celnym spostrzeżeniem.
Po co Bóg zamieścił w Biblii proroctwa dotyczące całych grup ludności i narodów? Kierują Nim dwa podstawowe motywy:
- Aby skłonić grupę odbiorców do nawrócenia. Przykładowo, Jonasz szedł po Niniwie i ogłaszał „Jeszcze czterdzieści dni pozostaje do zburzenia Niniwy.” bynajmniej nie po to, by przepowiedzieć przyszłość. Proroctwo wykonało swoje zadanie, ale paradoksalnie się nie spełniło…
- Aby przekonać do czegoś odbiorców proroctwa po fakcie, kiedy dana rzecz już się wypełni. Widać to na przykład w poniższym fragmencie księgi Ezechiela:
„I poznają, że Ja jestem Pan, gdy rozproszę ich między narodami i rozpędzę po wszystkich krajach. I tylko niewielu z nich zachowam od miecza, głodu i zarazy, aby opowiadali wśród narodów, do których przyjdą, o wszystkich swoich obrzydliwościach – i poznają, że Ja jestem Pan.”
Proroctwo zaczyna „pracować” dla ludzi dopiero wtedy, gdy dotyczące jego rzeczy już się wydarzą. To nie jest środek na kontrolowanie czy uzyskanie jakiejkolwiek władzy nad przyszłością. Mógłbym pokazać kilka innych podobnych miejsc w Biblii, ale ograniczę się do księgi Zachariasza:
„I wziąłem sobie dwie laski: jedną nazwałem “Przychylność”, drugą zaś nazwałem “Jedność”. Tak pasłem owce. (…) Ale uprzykrzyłem je sobie, a one też poczuły do mnie niechęć. Dlatego rzekłem: Nie będę was pasł. (…) A kupcy owiec, którzy mnie pilnowali, poznali, że to było słowo Pana. Wtedy rzekłem do nich: Jeżeli uznacie to za słuszne, dajcie mi należną zapłatę, a jeżeli nie, zaniechajcie! I odważyli mi jako zapłatę trzydzieści srebrników. Lecz Pan rzekł do mnie: Wrzuć je do skarbca, tę wysoką cenę, na jaką mnie oszacowali! Wtedy wziąłem trzydzieści srebrników i wrzuciłem je w świątyni do skarbca.”
Liczę, że hasło „trzydzieści srebrników” coś Wam mówi i wiecie, jakie wydarzenia zapowiada ta historia. Kiedy porównamy ją z Ew. Mateusza 27,3:5, podobieństwo zapiera dech w piersiach. Ale z samego fragmentu starotestamentowego nikomu nie udałoby się wydedukować, co się stanie i jak. Podobnie może być i z wieloma niejasnymi dziś fragmentami eschatologicznymi. Jeśli żadne nie tłumaczą ich żadne bieżące wydarzenia, mamy cierpliwie i uważnie czekać, a nie bawić się w chrześcijańskiego Nostradamusa.
W starotestamentowym Izraelu zakazane było wszelkiego rodzaju wróżenie i przepowiadanie przyszłości. Uważam, że zakaz ten miał dwie przyczyny. Po pierwsze, wróżenie powoduje zakazane związki z obcymi bogami, a po drugie – daje pozorne uczucie władzy nad przyszłością, co jest i będzie fikcją. Zawsze może się okazać, że przysłowiowa Annuszka rozleje olej słonecznikowy na Patriarszych Prudach i życie skończy się jak u Bułhakowa (albo jak w Łk 12,16-20).
Dlatego jestem na „tak”, jeśli chodzi o studiowanie tematyki Czasów Ostatecznych, ale na „nie”, jeśli chodzi o karkołomne teorie. Jest to dość upokarzające, bo trzeba przyznać się, że się pewnych fragmentów w Biblii zupełnie nie rozumie, ale szczere i bezpieczne. A wy? Jak podchodzicie do tematu „końca świata”?